Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 9 czerwca 2008

Kiełbasa z Orła Białego

Klub Orła na Balham z całą pewnością nie należy do moich ulubionych lokali. Wybory miss mokrego podkoszulka w połączeniu z pieśniami w stylu „Kochałem ją, a ona mnie... lalaaa... sialala laa” nie są dla mnie jakimś szczególnym magnesem. Powiem więcej: magnesem nie są żadnym. Czasami jednak obowiązki służbowe biorą górę nad całą resztą i Orła nawiedzić muszę. Tak też było w minioną niedzielę...

Powiem krótko: wytrzymałem pierwszą połowę. I nawet nie dlatego, że siedemsetosobowa grupa kibiców (a wśród tej grupy nie brakowało i osobników, którzy na pierwszy rzut oka ludzi przypominali, ale to tylko pozory o czym za chwilę) Orła Białego w saunę parową zamienili; miejsce, gdzie tlen wymieniono na mało atrakcyjną mieszankę potu i piwnych wyziewów. Czmychnąłem chyżo (tak, dodaj pan jeszcze, że – jak na wysportowanego młodzieńca przystało – biegłeś pan przez płotki...) chamstwu – miast siłom – sprzeciwiłem się kulturom osobistom i lokal gastronomiczny z uniesionym czołem opuściłem.

Szeleszczące dresy, z których wystawały twarze rozpaczliwie poszukujące myśli; a na tych twarzach usta, a z tych ust sakramentalne: „Dla kogo kurwa, pstrykasz te fotki?!”, to jednak nie moja bajka. A jak piłkarz Podolski z gracją piłkę w bramce umieścił, polskie gardła w Orle Białym wyryczały: Pedalski! Pedalski! Kurwom i chujom nie było końca. A kiedy przekleństw nowych rodak wymyślić już nie zdołał, ktoś uderzył w patriotyczną nutę: „Polak Polakowi strzela?! Wstyd!”. Jak się potem okazało Podolskiemu Łukaszowi wstyd nie było i jeszcze raz tę samą piłkę do bramki wturlał (z tymże bramka już była inna, bo Panowie piłkarze byli się zamienili stronami i bramkami również).

45 minut w Orle Białym wystarczą mi na czas raczej dłuższy niż krótszy. Była kiełbasa, był bigos, było piwo i byli umysłowi troglodyci. W liczebnej mniejszości byli też i całkiem sympatyczni kibice, których zdjęcia dla równowagi również zamieszczam.

Brak komentarzy: