Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 1 lipca 2008

Gówno prawda



Dobra wiadomość to zła wiadomość – ulubione hasło sporej grupy mass mediowego (pół)światka cieszy się niesłabnącą popularnością. Przemoc, katastrofy, klęski, wypadki, niepowodzenia i nieszczęścia – oto sprawdzony przepis na dobry (czyt. poczytny) news. Rzeczy dobre, pozytywne, uczciwe i szlachetne (jakkolwiek staroświecko by to brzmiało) spychane są na dalsze strony. Ściśnięte między reklamami, wydrukowane małą czcionką, tak, jak by ich ktoś się wstydził; zamieszczone z przymusu dla najbardziej wytrwałych czytelników.

Krew była się we mnie zagotowała, gdy na portalu „gazeta.pl” zobaczyłem wczoraj tytuł: „Londyn i Belfast – lepiej nie wychodź po zmroku”. Hieny ruszyły na żer – pomyślałem. W przywołanym tekście pani dziennikarka opisuje swoje nocne podróżowanie z policjantami w Londynie i Belfaście. Sprawnie i ciekawie to napisane, ale śmiało można by w miejsce „Londyn” wstawić „Warszawa”, „Belfast” zaś wymienić na „Poznań”. Włos na głowie się nie jeży, ciarki po plecach nie przechodzą, grozy i strachu tu żadnego. Ot, kolejna noc w wielkich miastach. Po jaką więc cholerę ów, nie mający z treścią artykułu nic wspólnego, tytuł „Londyn i Belfast – lepiej nie wychodź po zmroku” było zamieszczać?

Czytelnik tekstu nie przeczyta, bo i po co. A jak niechcący przeczyta, to i tak tylko tytuł zapamięta. Mamy i ojcowie polskich emigrantów drżą z przerażenia, martwią się o swoje pociechy, krótkie wiadomości tekstowe ślą na potęgę. Barykaduj się Jasiu! Po 18.00 nikogo do domu, Zosiu, nie wpuszczaj! Z Londynu, Mietku, czym prędzej uciekaj! Ratuj się kto może! Kryminaliści i element podejrzanej proweniencji na każdym rogu! Wiemy lepiej, bo w „gazecie” piszom…

Daleki jestem od mówienia, że Londyn jest najbezpieczniejszym miastem na ziemi. Bo nie jest. Pisanie jednak „Londyn i Belfast – lepiej nie wychodź po zmroku” jest zwyczajnym nadużyciem. To idealny tytuł dla brukowców, dla żądnych krwi i igrzysk owych brukowców czytelników. Takie pisanie to, Państwo Szanowne raczy wybaczyć, gówno pisanie. To zakłamywanie rzeczywistości. To oszukiwanie Czytelników. To coś, z czym ja się nie zgadzam i głośno na znak protestu nóżką tupię! (Nogi, nogi, setki nóg/ Tupią, tupią, tup, tup, tup/ Nogi, nogi, setki nóg/ Tupią, tup, tup – zaskoczenie kompletne: zespół „Maanam” na blogu. Przepraszamy za usterki).

W Londynie, jak w każdym mieście na świecie, bandytów, niestety, nie brakuje. Dziś, według ostrożnych szacunków mieszka tu ponad 10 milionów ludzi (włączając w to przedmieścia i nielegalnych imigrantów). To więcej niż w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Szczecinie, Bydgoszczy, Lublinie i Katowicach razem wziętych (10 największych pod względem ludności miast w Polsce). Czy statystycznie w tych wszystkich miastach jest mniej przestępstw niż w Londynie? Śmiem wątpić. Nikt jednak nie zachęca Polaków do pozostania w domach po zachodzie słońca. Życie toczy się nadal. I tam i tu.

Świat, na całe szczęście, nie jest czarno-biały. Irytują mnie te dwubiegunowe uproszczenia, uogólnienia. My – porządni, uczciwi, pracowici, rzetelni, inteligentni, spokojni Polacy. Oni (w tym wypadku Anglicy) – jakby całkiem odwrotnie. Polskie miasta najbezpieczniejsze z bezpiecznych. Tam, czyli tu – lepiej nie wychodź po zmroku...

Ks. Józef Tischer rozróżniał trzy prawdy: świnto prawda, tyz prawda i gówno prawda. Tytułowi z „gazety.pl” najbliżej do tej trzeciej. Niestety.

***
A co to za zdjęcie? – zapyta Pani, zapyta Pan. Spieszę z wyjaśnieniami: Z narażeniem życia wykonałem je czas jakiś temu. Czy stróżom prawa uda się poskromić groźnego pirata drogowego? Czy matki z dziećmi powrócą na londyńskie skwery? Ile ofiar pochłonie jeszcze wiekowy automobilista? Kiedy nad Tamizą znów będzie spokojnie? Na te i inne, równie dramatyczne pytania, szukaj odpowiedzi w kolejnym odcinku „Koszmarnie-hiper-super-mega-maxi niebezpiecznym życiu w Londynie”. Serial oparty na faktach autentycznych (a jakże!) rejestrowany ukrytą kamerą (a co!) tylko w Telewizji Polskiej (no gdzieżby indziej!). Wyłącznie dla widzów o mocnych nerwach.

***
Po napisaniu tego wszystkiego, co powyżej (a przed zamieszczeniem na blogu), otworzyłem skrzynkę poczty w komputerze mym. A tam list z redakcji… „gazety.pl”. Cytuję (z niekłamaną satysfakcją i wypiekami na twarzy): Prowadzi Pan bardzo ciekawego bloga, dlatego z przyjemnością dodaliśmy go do listy blogów polecanych na głównej stronie gazeta.pl Londyn(…). No i masz Ci babo placek. „Gówno prawdą” to ja sobie, delikatnie rzecz ujmując, punktów zbyt wielu tam nie nabiję. Dodali, ale co teraz? Kariera (jak mniemam rychła i spektakularna) w „gazecie.pl” przeleciała mi koło nosa. Aj! Oliwka będzie niepocieszona.

4 komentarze:

zoska na wygnaniu pisze...

Gratuluję!

Curehead pisze...

Przyłączam się do gratulacji, również śledzę....

zyga pisze...

to tylko powinno mobilizować....śle pozdrowienia

TataOliwki pisze...

No to Szanownemu Państwu nisko się kłaniam i za słowa miłe serdecznie dziękuję. Darz bór!