Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

sobota, 19 lipca 2008

Smutek i nostalgia










Jutro o godz. 12.45 Oliwka wraz z mamą lecą do Polski. Sylwia wróci za dwa tygodnie, panna O. za tygodni sześć. Tata Oliwki zostaje nad Tamizą.

Dzisiejsze przedpołudnie spędziłem z Oliwą na Camden. Ostatnie zakupy, ostatnie drobiazgi dla naszych serdecznych przyjaciół. No i jeszcze obowiązkowy naleśnik z truskawkami, bananami i czekoladą. Pychota. A w drodze powrotnej garść zdjęć w pociągu.

Cholera, sześć tygodni bez Oliwy. Jakoś pusto tu będzie. Pocieszam się jednak radością naszych rodziców. Już widzę tą jutrzejszą eksplozję radości. Najpierw dziadkowie w Ostrołęce, potem babcia i dziadek w Grudziądzu. Sześć tygodni absolutnego szaleństwa! Niczemu jednak dziwić się nie mogę. To ich jedyna wnuczka, więc, choć trudno mi się tak naprawdę do tego przyznać, wszystkie chwyty dozwolone. A kiedy piszczę przez słuchawkę i tupię groźnie nóżką, że ją rozpieszczają i na wszystko pozwalają, mój osobisty tato mówi to co zwykle: poczekaj jak ty będziesz dziadkiem. I na tym dyskusja się kończy. Wszystkie argumenty z rąk wytrącone. Brawo dziadek!

No, ale zanim dziadkiem i ja zostanę, wyrażam w tym miejscu nieodparte pragnienie pozostania tatą. Ponownie i ponownie. Czy żona mnie słyszy? No tak, znowy Turnau Grześ. Znaczy się Cichosza...

2 komentarze:

zoska na wygnaniu pisze...

"A ile waży syn ? 12 kilo . Słuszną linie ma nasza władza."

U nas było słychać wołanie na puszczy , może i u WAS usłyszą? A waga może być mniejsza chyba, że bliźniaki, skoro ponownie i ponownie...

TataOliwki pisze...

Bliźniaki powiadacie? Bardzo słuszna koncepcja!