Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

sobota, 5 lipca 2008

Przyjemne z pożytecznym




Wczorajsze popołudnie spędziłem w szkole panny O. Przez blisko dwie godziny rozweselona szarańcza oddawała się beztroskiej zabawie. Mogli przyjść też rodzice, więc z radością niekłamaną pojawiłem się tam i ja.

Obok licznych gier i zabaw, na szkolnym boisku ustawiono kramy (jak jak lubię to nieco zapomniane słówko) z używanymi książkami i zabawkami. Były też ciasta (nie używane) i pyszne soki (również pierwszej świeżości). Wszystko kosztowało małe co nieco więc zaopatrzyliśmy się z Oliwą w:
a/ lalkę z kruczoczarnymi włosami
b/ książkę zwierzęco-obrazkową
c/ książkę z apetycznymi przepisami apetycznego Jamiego Olivera
d/ słodyczy co niemiara (w sumie znowu nie taka niemiara, bo za nim doszliśmy do domu wszystko przez pannę O. zostało skonsumowane; gdzie ona to zmieściła –
pojęcia zasadniczo nie mam)
e/ gwiazdkowy malunek na twarzy (szt. 1, bo Tata Oliwki namówić się nie dał)

Całkowity dochód z wczorajszej imprezy szkoła przekaże na hospicjum św. Tomasza.

3 komentarze:

Natalie pisze...

W koncu nadrobilam zaleglosci w lekturze-sama przyjemnosc.Swietnie piszesz,a zdjecia sa naprawde pierwsza klasa-jesli jeszcze nie jestes z zawodu fotografem to chyba powinienes o tym pomyslec:-)
A dlaczego nie skusiles sie,drogi Tato, na jakis twarzowy malunek?Na pewno bylbys zachwycony;-)
Uwielbiam stragany (tudziez kramy) z ksiazkami!Mozna wsrod nich znalezc wiele perelek,ktore po prostu trzeba kupic,nawet jesli nie ma sie juz miejsca na polkach;-)
Pozdrawiam serdecznie!

zyga pisze...

Biedna Oliwka....Niby sama wszystkie słodycze zjadła...a Tata tylko zapewne sie biernie przyglądał...Parafrazując...Ja nie mam ochoty na słodycze...ochota na słodycze 1!!:)
Hiiii
Pozdrówka od mojej całej wesołej gromadki:)

TataOliwki pisze...

Dziękuję za miłe słowa. Fotografii, to ja się dopiero uczę. Oglądam albumy, czytam, robię zdjecia. Dużo nauki przede mną.

Sama, sama zjadła. Wszystko. Słowo.