Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 3 lipca 2008

Cytrynowy lament


Wychodzę z założenia, że Szanowne Państwo jest nie tylko pełnoletnie, ale co więcej – także i odpowiedzialne. Skoro tak, to mogę szczerze wyznać, że lubię między innymi:
a/ gorzką żołądkową z sokiem grejpfrutowym i dużą ilością świeżych cytryn
b/ gin z tonikiem i dużą ilością świeżych cytryn
c/ czystą wódkę z sokiem grejpfrutowym i dużą ilością świeżych cytryn
Alkohol lubi cytrynkę, cytrynka lubi alkohol, Tata Oliwki lubi zaś jedno i drugie (w rozsądnych ilościach, rzecz jasna, wszak jestem odpowiedzialnym małżonkiem i ojcem w jednej osobie…).

Kilka tygodni temu „Daily Mail” doniósł, że na Wyspy nadciąga cytrynowy problem. Sprawa ważna, jak się okazuje nie tylko dla mnie, ale także dla całej masy cytrynowych rodaków. Polak, nie wielbłąd, coś tam od czasu do czasu wypije („od czasu do czasu” – pięknie pozwiedzane...) więc sprawę przypomniał również portal „londyn.gazeta.pl”. Krótko. Okazało się, że w gorących krajach wcale tak gorąco nie było i rzeczone cytryny nie urosły należycie. Jeszcze 12 miesięcy jedna cytryna kosztowała tu, w Londynie, kilkanaście pensów. Dziś kosztuje tych pensów niekiedy i 30 (na ten przykład w sklepiku u naszego Hindusa pana). Nie dość, że drogo to soczystość jakby nie ta. A ma być jeszcze gorzej! Znaczy się cytryn w sierpniu po prostu zabraknie. Katastrofa!

W pokoiku panny O. stoi kilka pudełek z zabawkami. A gdyby tak uszczuplić nieco ich zawartość i w miejsce klocków, misiów, koników, lalek i cudaków wszelakich umieścić mały zapas cytryn właśnie? Jest to jakieś rozwiązanie, nieprawdaż? Ciekawe tylko jak na ów pomysł, nie bójmy się tego słowa – błyskotliwy, zareagują moje panie…

A wczoraj w drodze do pracy, moim oczom ukazał się widok, który pozwoliłem sobie zarejestrować także i dla Szanownego Państwa. Wódka Wyborowa angielski rynek podbić zamierza. Na razie rozkleili od groma plakatów. Może i cytryny zaczną rozdawać?

W oczekiwaniu na wyniki sprzedaży rzeczonego trunku polecam garść przepisów, które mają być na Wyspach drinkowym hitem tego lata. Wyborowa, jak widać, też tam jest. Hmmm, ale to wszystko apetycznie wygląda…
http://www.dailymail.co.uk/moslive/article-1023060/Summer-remix.html

Tłumaczenie przepisów, o tu właśnie:
http://londyn.gazeta.pl/londyn/1,86059,5417911,Najmodniejsze_drinki_tego_lata___prosto_z_Londynu.html

***
A kolega Zyga wódkowym wpisem znowu będzie niepocieszony i ustawę o wychowaniu w trzeźwości przypomni pewnikiem. Niech kolega nie przypomina tylko polskie cytryny przysyła! Najlepiej te z Suwalszczyzny.

3 komentarze:

zyga pisze...

:))...zaraz tam niepocieszony...Ja tylko jako Funkcjonariusz Państwowy bądź co bądź...dbam o morale...również czytelników Twojej interesującej lektury....Pozdrawiając na marginesie cichcem tylko powiem,że także lubię (niezmiernie)podobne trunki:)(ale wspomianą ustawę mam "m małym palcu":)

zyga pisze...

Przepraszam za oczywistą pomyłkę pisarską...miało być W "mały...."..:)

zoska na wygnaniu pisze...

Kurcze, to jest nas już troje!