Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Deptanie godności

Prawdę powiedziawszy w ogóle nie zamierzałem zabierać głosu w sprawie senatora Krzysztofa Piesiewicza. Okazało się jednak, że obłuda i tanie moralizatorstwo zagościło również na łamach polonijnej prasy. Poziom demagogii i prostactwa tak wielki, że nie sposób już dłużej milczeć

Na łamach „Gońca” Dominik Waszek pochylił się nad rokiem 2009. Pochylił się tak nisko, że nie dostrzegł nawet własnej nikczemności. Nie ma się zresztą czemu dziwić: z poziomu bagna widoczność bywa dość ograniczona.

„Zdecydowanie jednak 2009 był rokiem powszechnej ściemy. Takiego znaku w żadnym z horoskopów nie ma, ale... w minionym roku jej właśnie mieliśmy najwięcej. Święte oburzenie stało się też udziałem polskich gwiazd publicznej estrady za sprawą filmu, który w grudniu opublikował „Super Express”. Główną rolę zagrał tam polityk PO i znany scenarzysta wzniosłych filmów Krzysztofa Kieślowskiego, a zarazem jeden z ostatnich moralnych autorytetów znad Wisły, senator Krzysztof Piesiewicz. Widząc go jak ubrany w sukienkę wciąga biały proszek, trudno było oprzeć się wrażeniu, że również moralne autorytety poddały się duchowi wszechobecnej ściemy, a prawda o nich bywa zaskakująco odmienna od tego, co za nią uważamy” – napisał redaktor Waszek.

Jeden akapit, a nagromadzoną w nim ironią, szyderstwem i pogardą można by z powodzeniem obdarzyć całe szpalty „Super Expressu” tudzież innego „Nie” – gazet, które redaktor Waszek musi cenić w sposób szczególny skoro pisze to, co pisze.

Jest czymś więcej niż obrzydliwym, by ludzki dramat opisywać językiem żuli spod budki z piwem. Przyszło nam żyć w czasach, w których samozwańczy moralizatorzy tak ochoczo depczą godność drugiego człowieka. Wyroki i orzeczenia niezawisłych sądów coraz częściej zastępuje bełkot rządnych taniej sensacji dziennikarzy. Za nic mają prawo do prywatności i dobrego imienia.

To, co zrobił „Super Expres” jest, według mnie, zwyczajnym kurestwem. Opublikowane przez ten brukowiec zdjęcia (oraz na stronie internetowej film) dotyczący senatora Krzysztofa Piesiewicza, Rada Etyki Mediów uznała za „karygodne”. Helsińska Fundacja Praw Człowieka podkreśla zaś, że przywołana publikacja „narusza prawo do prywatności polityka i nie mieści się w granicach wolności słowa”. Dla dziennikarskich hien nie ma to jednak żadnego znaczenia. Standardy nikczemności wyznaczone przez „SE” podchwytywane są przez innych. Do chóru „sprawiedliwych sędziów” dołączyła, jak widać, także i polonijna prasa.

O winie bądź niewinności Krzysztofa Piesiewicza rozstrzygnie niezawisły sąd. Wyroki dziennikarskich hien, poza tym że są podłe i obrzydliwe, nie są w tej sprawie wiążące.

6 komentarzy:

zuzamoll pisze...

Nie moge sluchac i patrzec na ponizanie tego czlowieka..bronia go nawet zatwardziali PIS-owcy! Dziwe sie tez bardzo, ze prasa polonijna zajmuje sie tym temate - ciekawe jak laczy sie ta tematyka z zyciem Rodakow na emigracji??...wogole mam jakies lekkie przeczucie, ze WSZYSTKO czym zajmujesie SE jest ponizej jakiegos poziomu i jesli nie pisze sie o nich zle...nie powinno sie pisac wcale!

Anonimowy pisze...

A ja powiem tak, za komentarzem jednego z internautow pod artykulem o Piesiewiczu.... Pani Snatorze, gratuluje fantazji w Pana wieku, sam bym na to nie wpadl.....
Bartek L.

Anonimowy pisze...

A ja jak zawsze dostrzegam pełną hipokryzje w ludziach Polakach- Ci którzy nagminnie wyśmiewają się z Marcinkiewicza, plują na Polańskiego i wieszają go na pierwszej napotkanej gałęzi nagle staja się obrońcami Piesiewicza- nic nie rozumiem.
zośka

zuzamoll pisze...

...ja tam bym w jednym szeregu Kazka i Piesiewicza nie postawila:)...chciala bym sprawiedliwego Sadu i wyroku dla Polanskiego i Piesiwicza...ostatecznie panie z ktorymi spotykal sie senator byly pelnoletnie -- nie podoba mi sie sposob w jaki pokazuje ta sprawe SE...wogole co za porownanie Kazzzz, Polanski i Piesiewicz:)...to sa inne bajki!...szczegolkie "piekny" Kazimierz mi tutaj nie pasuje:)

Anonimowy pisze...

Znaczy się są równi i równiejsi? Zauważyłam. Orwell wiecznie żywy.
zośka

Dominik Waszek pisze...

Witam i od razu dziękuję. Zarówno za wyróżnienie w postaci cytowania fragmentów mojego tekstu, jak i za pochylenie się nad nim - co więcej - jakże emocjonalne się pochylenie.

No, ale do rzeczy - których wyjaśnić i wyprostować godzi się przynajmniej kilka.

Po pierwsze, nie przesadzałbym z tym dramatem senatora. Gdybyż kaleką został niespodziewanie - nie daj Bóg - nogę mu urwało, zmysły stracił, albo ZUSowski komornik do jego drzwi zapukał - wtedy tak, wtedy bym się zgodził. Ale on tylko chciał pofiglować z dwiema koleżankami na raz i wciągnął krechę, żeby się nieco podkręcić. Gdzież tu dramat, Autorze? Wielu Twych czytelników - dam głowę - o przeżywaniu podobnych dramatów śni całymi nocami.

No, ale niech tam. Tak sobie tylko pokpiwam - wiem, że dramat senatora nie na tym polegał, ale na tym, że został podczas owych szaleństw nagrany. Wiem.

Problem z senatorem P. polega jednak na ODPOWIEDZIALNOŚCI. Rzecz NIE w tym, że jako autorytet moralny i wielce oświecony wzór cnót wszelkich ze wszystkich znanych dekalogów nie powinien wciągać koki i zabawiać się z dziwkami spod Mariotta. NIE. Wolno mu jako dorosłemu i samotnemu mężczyźnie bzykać kogo chce i zabawiać się z nim w jakie tylko sobie zamarzy "dziweczki". WOLNO MU - podkreślam.

Rzecz w tym, co stało się potem i w sposobie, w jaki senator dał wyraz swej obłędnej wręcz i zaściankowej hipokryzji: płacąc haracze bandytom, potem bajdurząc o "sproszkowanych" lekarstwach i żałośnie stawiając siebie w roli ofiary, którą to źli ludzie przebrali w sukienkę i tak podle wykorzystali. To jest - moim zdaniem - zachowanie niegodne: ani dorosłego i odpowiedzialnego mężczyzny, ani żadnego autorytetu moralnego, ani senatora RP. Ściema, o której pisałem w tekście, na tym właśnie polega, że senator okazał się nie tym, za kogo powszechnie go uważano. I to nie ze względu na to, co zrobił - powtarzam - ale ze względu na to, jak próbował potem z tego wybrnąć.

W równym stopniu niegodny i ociekający hipokryzją był też styl, w jakim sprawę jego immunitetu załatwili koledzy z senatorskich ław. Piszesz Autorze, że o winie, lub niewinności rozstrzygnie sąd, a dziennikarzom od tego wara. Otóż NIE ROZSTRZYGNIE - i tu jest właśnie kłopot! Nie rozstrzygnie, bo senator udał, że się zrzeka, oni zaś udali, że mu - ofierze dziwek spod hotelu - na to nie pozwolą i koniec. Prokurator nie wszczął, sprawa poszła w piach, a widzowie polskiej sceny politycznej po raz enty potwierdzili swoje wrażenie, że ręka na niej rękę myje i tym ze świecznika i tak nikt nic nie zrobi.
O wiele lepiej by się stało, gdyby senator jednak do sądu poszedł i przyznał się do wciągania koksu. Siedzieć by nie poszedł, sąd najprawdopodobniej wziąłby pod uwagę jego nieposzlakowaną dotąd opinię i niską społeczną szkodliwość czynu. Parę złotych grzywny i senator zyskałby w moich oczach wiele. Wtedy każdego, kto cokolwiek mu zarzuci, z czystym sumieniem nazwałbym hieną. Pomijając już, że taka postawa pozwoliłaby skazać jego szantażystów, opinii publicznej zaś pokazałaby, że prawo działa i jest sprawiedliwe.

Dlatego, Drogi Autorze, z całym szacunkiem dla Twych myśli i poglądów, proszę Cię bardzo: zanim znów zaczniesz obrzucać błotem "dziennikarskie hieny" nie odmawiając sobie i innych inwektyw oraz personalnych wycieczek, zważ i to, że każdy medal ma dwie strony oraz że póki co żyjemy we w miarę wolnym kraju, gdzie opinie i poglądy wolno mieć różne. Warto też spierając się o nie, zamiast inwektyw mieć pod ręką argumenty.

Ciebie i wszystkich czytelników serdecznie pozdrawiając

Dominik Waszek