Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 28 stycznia 2010

No i poleciał…



Miasto Londyn nie kwapiło się zbytnio by wypuścić Wuja Tygrysa. Kilkugodzinne oczekiwanie na spóźniony samolot, Przyjaciel umilał w najlepiej sobie znany sposób. WizzAir dał talon na posiłek regenerujący, a Wuj, jak to Wuj, kufelkiem pienistego się był regenerował.

Szczotka i Marcin przynieśli wybornego bananowca (na załączonym obrazku). Były uściski, no i, rzecz oczywista, łzy się też polały…

Dostałem wczoraj wiadomość, że mój ulubiony szef (szkoda, że już były) przywiózł do mojego biura (szkoda, że już byłego) skrzyneczkę wybornego wina. 12 butelek włoskiego wina, którego na próżno szukać na sklepowych półkach (ulubiony szef
należy do winiarskiego klubu, którego właściciel ma własne winnice we Włoszech) czeka już tylko na odbiór. Wuju, wracaj! Sam nie dam przeca rady!

3 komentarze:

Magda (mazi) pisze...

Nie bój nic, niedługo przyjeżdżam, to dla wuja zabiorę co nieco w walizkę :)

TataOliwki pisze...

Tylko czy Ty aby zdążysz dziewucho?

Magda (mazi) pisze...

no mam nadzieję! bede już za jakieś naście dni :)