Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 8 stycznia 2010

Obiecanki cacanki

Nowy Rok i nowe postanowienia. Rzucamy palenie i zbędne kilogramy. No i jeszcze obowiązkowe przyrzeczenie, że będziemy bardziej oszczędni. I co? Zupełnie nic. Podobnie zresztą jak przed rokiem.

Psycholodzy nie są byt łaskawi dla naszych noworocznych postanowień. Ich zdaniem, gdy naprawdę czegoś chcemy, nie czekamy do Nowego Roku. Data w kalendarzu to zdecydowanie za słaba motywacja; tak naprawdę poprawia jedynie nasze samopoczucie. Mimo to kochamy noworoczne deklaracje. Według Ośrodka Badań Opinii Społecznej przyznaje się do nich aż 42 procent Polaków. Skupiamy się przede wszystkim na zdrowiu (27 proc.) oraz na sprawach domowych i pracy. 12 proc. respondentów zakłada „udoskonalenie” rodziny i poświęcenie większej uwagi na wypoczynek. Problem w tym, że dla wielu kończy się jedynie na deklaracjach.

Skoro więc osobiste postanowienia nie działają, może warto przechytrzyć nieco los? Niech spełnią się zatem „postanowienia w zastępstwie”. Oto zestaw moich noworocznych propozycji

Organizatorzy polskich imprez w Londynie: Postanawiamy urozmaicić nasz repertuar. Rynek muzyczny to nie tylko Kult, Hey czy T.Love. Nad Wisłą z powodzeniem funkcjonują dziesiątki innych zespołów, które z radością zagrałyby koncert nad Tamizą. Podobnie rzecz ma się z kabaretami: od lat te same grupy, te same skecze. Wystarczy posłuchać „Powtórki z rozrywki” w radiowej Trójce, by przekonać się, że na Kabarecie Moralnego Niepokoju czy grupie Ani Mru Mru nie kończy się dziś polski żart sceniczny. Postanawiamy również, że ceny biletów będą w tym roku – delikatnie rzecz ujmując – bardziej przystępne.

Przedstawiciele polonijnych organizacji: Postanawiamy rozpocząć przygotowania do organizacji plenerowego festiwalu promującego Polskę i Polaków. Festiwalu z prawdziwego zdarzenia, po którym nikt już nie będzie pamiętał żałosnego wręcz festynu z września 2006 roku. Festiwalu, który wzorem podobnych imprez organizowanych przez Rosjach, Czechów czy Słowaków, będzie imprezą niebiletowaną, otwartą nie tylko dla przedstawicieli własnego narodu. Festiwalu, który zaoferuje coś więcej niż tylko bigos i skocznego oberka.

Właściciele polonijnych portali internetowych: Postanawiamy przestać publikować rasistowski bełkot sfrustrowanych internautów. Będziemy przestrzegać prawa i usuwać wszystkie komentarze naruszające dobre imię przedstawicieli innych narodów, ras i wyznań. Dołożymy wszelkich starań, aby nasze strony nie przypominały ścian miejskich szaletów, na których umysłowi troglodyci dają upust swojej ograniczonej wyobraźni.

Krótko przystrzyżeni panowie w szeleszczących dresach: Postanawiamy nie tylko zakupić Słownik Języka Polskiego, ale także skorzystać z tego, co w owym słowniku się znajduje. Z niemałym zdziwieniem przekonamy się, że istnieje znacznie więcej słów niż te, którymi posługujemy się w londyńskich autobusach czy parkach. Tak chętnie używane przez nas słowa na „k”, „ch” i „p” (które dzięki nam zna już chyba każdy angielski nastolatek) zastąpimy słowami dłuższymi przez co trudniejszymi, ale za to bardziej kulturalnymi (o, pierwsze nowe słowo).

Pasażerowie tanich linii lotniczych, które wcale nie są tanie: Postanawiamy przestać się dziwić, że traktuje się nas przedmiotowo, a nie podmiotowo. Przestaniemy robić duże oczy, gdy po dodaniu wszystkich ukrytych kosztów okaże się, że lepiej było skorzystać z usług drogich linii lotniczych, które, jak się okazuje, nie zawsze są drogie. Pogodzimy się z faktem, że jakość usług w tanich liniach lotniczych, które wcale nie są tanie, są wprost proporcjonalne do ceny biletów (przed dodaniem do nich ukrytych kosztów).

Instytut Kultury Polskiej w Londynie: Postanawiamy nie schodzić poniżej poziomu, który zaprezentowaliśmy w roku 2009. Ponownie będziemy gościć w najważniejszych galeriach, muzeach i salach wystawienniczych brytyjskiej stolicy. Nadal zapraszać będziemy czołówkę polskich artystów, którzy i tym razem przyciągną uwagę międzynarodowej publiczności.

Władysław M., właściciel gazety, w której TataOliwki stara się publikować swoją radosną twórczość: Postanawiam płacić takie honoraria, jak w roku poprzednim. Wróć. Postanawiam zwiększyć honoraria.

Niech się Państwa postanowienia spełnią w 100 procentach! Szczerze Wam (a przy okazji także i sobie; trochę jednak ciszej, by nie zapeszyć) tego wszystkiego życzę w 2010 roku!

Brak komentarzy: