Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 3 lutego 2009

Bałwany i bałwany
























Narzekaliśmy, żartowaliśmy, wybrzydzaliśmy. A tu, proszę, taka niespodzianka. Zasypało nas kompletnie!

Londyn – miasto w Anglii stanęło wczoraj dęba. Ponad 10-centymetrowwa warstwa śniegu (znaczy się największe opady od 20 lat) sprawiła, że od rana nie jeździły ani autobusy, ani metro. A skoro nie jeździły, to i do pracy, niestety (…), dotrzeć nie mogliśmy (ino Wuj Dancio zaspy postanowił przemierzać i do pracy jednak wyruszył; pieszo, bo rowerek – jak widać na jednym z obrazków – nieco przyprószyło). Żeby było smutniej to i Oliwy szkołę na cztery spusty zamknięto. Katastrofa!

Pogrążeni w smutku wybraliśmy się więc do pobliskiego parku (po drodze wstąpiłem jeszcze na cmentarz, co to go mamy za murem). Potem dotarli jeszcze do nas Wuj Karaś z Wiolą (szkoły, w których pracują również zamknęli) i Oliverem (patrz: szkoła Oliwy). Wiadomo: w kupie smucić się łatwiej. Takich jak my, smutasów, okazało się być w parku więcej niż dużo. Pozamykane szkoły, biura, banki i sklepy (nie wszystkie, rzecz jasna, ale spora ich część) sprawiły, że naród na śnieg wyległ. A wyległ tym bardziej ochoczo, że nie każda zima jest tu taka łaskawa.

Było więc i rzucanie śnieżkami i konstruowanie pana Bałwana (na załączonych obrazkach to ten maluch z marchewką,). No i smutek jakość był nawet znikł…

Niestety w drodze powrotnej nastąpiło niespodziewane spotkanie z grupą nastoletnich troglodytów, dla których każda okazja jest dobra do zadymki. I kiedy już w ten mroźny dzień zaczęło się robić gorąco (oznaka gorąca się robienia: TataOliwki chowa do plecaka aparat i oddaje go małżonce osobistej; małżonka osobista piekli się już nie tylko na agresywnych troglodytów, ale także na TatęOliwki) jeden z żywych bałwanów podchodzi i przeprasza. I kiedy wydaje się, że to finał, troglodyci atakują inną grupę. Ktoś rzuca śniegiem, ktoś klepie kogoś po buzi. Wiola dzwoni na policję. Bałwany pierzchają. TataOliwki gotuje się i klnie nie tylko w myślach. Na szczęście nikomu nic złego się nie stało. Wszyscy cali, wszyscy zdrowi (umówmy się: TataOliwki Chuckiem Norrisem nie jest, oj nie jest. Nie znoszę chamstwa, ale równie mocno nie znoszę obojętności; brak reakcji na chamstwo sprawia, że cham czuje się nie tylko bezkarny, ale i bardziej silny; nie można więc odwracać głowy w drugą stronę, po prostu nie można…).

Po tym jakże niemiłym spotkaniu wstąpiliśmy jeszcze do sklepu po wino do grzańca. Trzeba było się bowiem nie tylko rozgrzać, ale i uspokoić. Dwie butelki w połączeniu z cynamonem, gałką muszkatołową, goździkami, miodem i pomarańczami spełniły pokładane nadzieje. Lepiej przecież cieszyć się i wspominać śnieżne bałwany, niż te drugie. Tak, to był naprawdę uroczy dzień. Raz, dwa, trzy… i wydech. Tak, to był naprawdę uroczy dzień. Kropka.

8 komentarzy:

zoska na wygnaniu pisze...

Że niby Superman?

TataOliwki pisze...

Taaa...
Ty mnie Zosia nie wyzywaj!
Zresztą nie ma supermanowych kostiumów w moim rozmiarze :) A w samych rajtuzach latał nie będę...

zoska na wygnaniu pisze...

JESTEM ZA RAJTUZAMI!!!

Anonimowy pisze...

hej TatoOliwki - mogl bys kieds napisac cos na temat "bezpieczenstwa" w Ladku. Tyle pisza o gangach i nozownikach w UK - jak jest naprawde?

TataOliwki pisze...

W przyszłym tygodniu napiszę więc słów kilka na ten temat...

Serdecznosći

Anonimowy pisze...

fajny blog :) w sumie gdyby nie wygrana to bym na niego nie zajzala :(

chciclam tylko napisac, ze z powodu sniegu niejedzily wszytskie autobusy .
co do metra to jezdzily prawie wszytskie linie, tylko byly opoznione i na niektowych odcinkach pozamykane, choc po poludniu juz zaczelo wszytsko wracam do normy ;)

ps. ja niestety musialam dojechac do pracy( City) , bo mimi, ze moj autobus nie jezdzil - to metro dzialalo wysmienicie, wiec musialam, na szczescie tylko na 3 godzinki :)


pozdrawiam

Bzyczek pisze...

Możesz mi pan powiedzieć dlaczego dostałam zaproszenie tego bloga na naszej klasie. Sam Pan pisze że nienawidzi Pan chamstwa?

TataOliwki pisze...

Bzyczek:
Nie mam zielonego pojęcia, ot co. Pewnie przez przypadek... I zagadka rozwiązana.