Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 9 lutego 2009

My, motłoch...

Piątkowy wieczór w naszym domu był więcej niż wyborny. Wyborne towarzystwo (domownicy plus Wuj Tygrys oraz Wuj Karaś), wyborna muzyka (nie pamiętam szczegółów), wyborne trunki (a w zasadzie trunek jeden, tyle tylko, że w większej objętości), a na deser – wyborne nocne Polaków rozmowy.

Ten temat powraca jak bumerang (także i na tym blogu), a brzmi „Jak nas, emigrantów widzi polska prasa?”. No to przykład najnowszy. Ciotka Ola kupiła właśnie ostatni numer miesięcznika „Twój Styl”. A tam m.in. tekst „To nie moja Wyspa”, w którym cztery Polki opowiadają o swoim życiu w Anglii, i o swoim powrocie na ojczyzny łono. Jednej z Pań, Izie, pobyt w Londynie nie wyszedł na zdrowie, oj nie wyszedł. Jej stylowa opowieść z jednej strony podniosła nam nieco ciśnienie, z drugiej zaś szczerze rozbawiła.

„To nie dla ciebie. Na Wyspy jedzie motłoch” – oto jak brat naszej bohaterki przestrzegał ją przed wyjazdem do Anglii. Dalej jest jeszcze lepiej. „Na emigracji dawali radę tylko ci, którzy wyzbyli się skrupułów, robili wszystko, by odłożyć kolejnego funta. Co rano czekali w 20-osobowej kolejce do łazienki w najtańszym mieszkaniu. (…) Poznane w knajpie Polki, gdy usłyszały, że pracuję fizycznie, zaraz się pożegnały. Nie obchodziło ich, jaka jestem. One trafiły lepiej…”. Dalej jest jeszcze o spaniu tłumnie w jednym pokoju na piętrowych łóżkach i tradycyjnym zadzieraniu nosa przez emigrantów. Wystarczy.

Ola (8 lat w Londynie), Daniel (6 lat), Wuj Tygrys (5 lat), Wuj Karaś (5 lat), TataOliwki (4 lata i 20 dni; wyznanie skazańca?...), Sylwia (2 lata i 9 miesięcy) zgodnie stwierdziliśmy, że pani Iza ma poważne problemy. Z samą sobą. Opowieści o piętrowych łóżkach i 20 osobach w jednym domu idealnie pasują do „Super Expressu” czy innego „Faktu”. Dziwne, że i „Twój Styl” zniża się do takiego stylu.

Każdy z nas spotkał tu mnóstwo Polaków. Jednym powodzi się lepiej, innym trochę mniej. Jedynym jednak miejscem, gdzie spotykamy zjawisko tzw. „piętrowych łóżek” są… polskie gazety (piszę o zjawisku, bo rzecz nie dotyczy przecież tylko łóżek; wyobraźnia niektórych polskich dziennikarzy w temacie „życie na emigracji” nie zna bowiem granic...).

Wychylaliśmy kolejne szklaneczki ginu z tonikiem i coraz bardzie współczuliśmy pani Izie (a przy okazji autorce tekstu, pani Agnieszce). Nie sądziliśmy, że w jednym człowieku może nagromadzić się tyle goryczy, tyle żółci, tyle pretensji do świata. Własne niepowodzenia pani Iza ubrała w mrożącą krew w żyłach opowieść o motłochu, który nie dość, że choruje na funcicę, to i kłody z lubością pod nogi bliźniemu podrzuca. „Twój Styl” zdemaskował nas stylowo. Brawo!

***
W ostatnim czasie pojawiły się na „Londynstanie” dwa komentarze, które wpisują się w naszą nocą dyskusję. Oto ich fragmenty:

Agata: Niestety nie mogę przestać czytać polskiej prasy internetowej – jakiś nałóg samookaleczający chyba, ciśnienie mam za niskie, czy co? – która przedstawia życie w kraju, który stał się moim domem jako pasmo horroru...

Akustyk: A jak Wy chcecie ten konkurs na blog roku wygrać, jak w czorta nie pasujecie do jedynej słusznej wizji emigranta? Zero zgryzoty, tragedii rodzinnych, biedy, tęsknoty za porzuconą ojczyzną, niezrozumienia z autochtonami, odejmowania sobie od ust, (za przeproszeniem – córce oczy proszę zasłonić!) prostytucji wymuszonej, ...Tak to się nie da. Widz lubi oglądać to co juz widział – przez reminiscencje. A widział już, w każdej z polskich gazet, że w UK to nieszczęścia, łzy i bieda…

***
Chciałem Szanownemu Państwu załączyć fotografię z piątkowego dyskutowania. Ale nie załączę, bo aparat mi wyrwali, w pysk strzelili, gin cały wypili… Pani Iza jednak się nie myliła…

16 komentarzy:

Magda pisze...

A myslalam, ze to tylko mnie Pani Iza w Twoim Stylu zdenerwowala.

Zabieram sie do napisania listu do TS, bo to moj najukochanszy z polskich magazynow dla kobiet a tym artykulem strasznie mnie zawiedli. Masz racje, tekst niczym wyjety z Super Expressu czy innego The Sun.

Mily pisze...

No cóż, dzienikarzyny w Polsce muszą jakoś zarabiać. Trudno napisać dobry i interesujący tekst o ludziach, "którym sie udało" zagranicą.Dużo prościej sklecić kolejny tekst o udrękach polskich emigrantów. Jakiś czas temu w "Duzym Formacie" był artykuł o samobójstwach i depresji Polakow w Wielkiej Brytanii. Dzienikarzyna wżiął parę przypadków(ludzi, ktorzy ciepieli na depreję już w Polsce)i wymyślił durną konkluje: oto do czego prowadzi emigracja. Jakiś czas po ukazaniu się tego artykułu, zadzwoniła do mnie moja ciotka, żeby dowiedzieć się czy aby emigracja nie doprowadziła mnie do samobójstwa.
Pozdrawiam z piętrowego łózka ((::

Anonimowy pisze...

Przykro mi, że nie wygraliście ... trzymałam kciuki :(

Anonimowy pisze...

Witam,
Rzeczony tekst z kolorowego periodyka jest takoż samo rzetelny jak te, które, które zapodawały rzeczywistość w rodzaju: "Naszą Ojczyznę opuściły najbardziej wybitne, ambitne, mobilne jednostki. W Kraju pozostali ci gorsi".

Tak to jest, że w kolorówkach najlepiej wypadają ekstrema.

Pozdrawiam Was serdecznie "Londyńczycy" (a propos - serial o takim tytule też odbierany bywa jak reportaż z UK; to mniej więcej tak, jak uznać, że "Plebania" to cała prawda o prowincjonalnej Polsce)

TataOliwki pisze...

Magdo:
Choć nie jestem stałym czytelnikiem "Twojego Stylu", to list też zamierzam tam wysłać. A co?

Mily:
Pisałem już o tym żenujacym tekście, który przywołujesz... No i uważaj coby nie spaść z tego łóżka ;)

Anonimowa:
Dziękujemy za kibicowanie :) Głowa do góry, przed nami Wielki Finał (w czwartek)... ;)

Anonimowy:
Tak, to prawda - najlepiej sprzedają się skrajności. Zwyczajne życie, zwyczajnych ludzi mało już chyba kogo obchodzi...
A "Londyńczyków" kilka odcinków obejrzeliśmy. Co tu dużo mówić: mało śmieszna komedia...

Serdeczności dla Państwa!

porankowa rodzina pisze...

Drogi Tato Oliwki, nawiązując do wypowiedzi Anonimowego Komentatora, ja mam jednak wrażenie, że wygraliście konkurs Blog Roku - bo tak jakoś ten napis mi przy opisie Waszego bloga mignął na stronie konkursu :) Gratulacje awansem! Oj, teraz to już w ogóle nie będziecie pasować do wizerunku emigranta, heheh...

Anonimowy pisze...

Odnosnie 'Twojego Stylu'; ja już dawno przerzuciłam się na "Pani", co również 'czytaczom' polskiej prasy 'kobiecej' polecam.

TataOliwki pisze...

Rodzina z miasta Londyn dziękuje porankowej rodzinie i serdeczności zasyła też :)

Anonimowy:
Na "Panią" to się raczej nie przerzucę ;)

Anonimowy pisze...

Gratuluje zajęcia wysokiego miejsca w konkursie. Co do tego postu to zgadzam sie z toba w 100%. Najsmieszniejsze jest to ze w PL najwięcej do powiedzenia o emigracji mają ludzie którzy nigdy nie byli na emigracji, zwykli teoretycy którzy całe zycie siedzieli na mamusi garnuszku. Ja pomimo swojego młodego wieku zaliczyłem juz emigracje w USA i Anglii i mam legitymację by się o niej wypowiadac. Uważam ze emigracji nie jest dla każdego nie wszyscy są do tego stwworzeni. Zycie poza granicami kraju często nie jest łatwe ale zdrugiej strony kot powiedzial ze mam byc latwo??. Coś jednak sprawia ze miliony ludzi wyjeżdzają z PL. Czy po to by klepać biede i poniżac sie np w UK?? śmiem powątpiewać... Bo nie nie wiem co jest wiekszym upokorzeniem praca w fizyczna za granicą za godne pieniadze czy moze lepsza praca w PL za nędzne pieniadze które do tego nic nie są warte przy obecnych cenach... Osobisce pacjuje obecnie w PL, jestetm informatykiem i na pieniądze nie narzekam. Nadal jednak mam duzo znajomych w UK któych dopinguje i nigdy złego słowa o nich nie powiem.

Pozdrawiam serdecznie

Anna pisze...

Tato Oliwki wlasnie odkrylam Tego bloga i czytam go z ogromna przyjemnoscia. Jak milo poczytac cos milego o Polakach w Londynie. :)

tigresse pisze...

Korzystajac z chwili czasu (czekajac w 1 os. kolejce do lazienki;)) przychodze Tato Oliwki z serdecznymi gratulacjami :) Podczytuje sobie twoj 'Londyn' od pewnego czasu z wielka przyjemnoscia, i watpliwosci nie mam, iz za niesienie prawdy i oswiecenia narodowi oczytanemu periodykami, tytul zaszczytny Wyroznionego jak najbardziej sie nalezy!
A za powyzszy tekst dzieki wielkie, jako ze sama polskiej prasy nie czytuje i internetowe fantazje emigracyjne staram sie omijac szerokim lukiem by frustracja dodatkowa nie narastala w moim zyciu.. i tak pelnym juz zgryzoty ;)
Pozdrawiam goraco z Londynu -Miasta Marzen :)

Anonimowy pisze...

ja co chwila sie zastanwiam, gdzie to zycie opisywane tak barwnie w gazetach- ja mam wrazenie, ze zyję nie w tej Anglii co trzeba. Czy jest jeszcze gdzies jakas wyspa o podobnej nazwie opisywana tak czesto?

Anonimowy pisze...

Kochani wszyscy!
Przyjechalam do Anglii 30 lat temu i wszystkie Wasze komentarze moge zebrac pod jednym tytulem - ale to juz bylo...
Co uderza, to brak tolerancji w stosunku do tych, ktorzy inaczej mysla i maja inna droge zyciowa. Londyn czy w ogole emigracja jest dla ludzi mocnych psychicznie - szkoda, ze te prosta prawde ubiera sie w rozne oskarzycielskie stroje czego wynikiem m.in. dyskusje w gronie wlasnym lub dziennikarskie eposy o krytykanckiej zawartosci.
Nie czytalam artykulu w Twoim Stylu ale byc moze pani Izie nie powiodlo sie a ubrano te porazke tak, aby porazic nia wszystkich i pojechac kalasznikowem po tych, ktorzy sa zadowoleni.

Kazdy ma inna prawde i nie mozna nikogo do niej zmuszac ani przekonywac. Bylo i jest wiele plusow zycia na emigracji jak i wiele minusow. Teraz jestescie wszyscy na etapie budowania wlasnej rzeczywistosci, wiec naturalnie, ze kazda krytyka jest kloda pod nogi ktora wysmiewacie i staracie sie usunac. Jak kto wyszedl na tej emigracji na prawde czyli ostateczny bilans zyskow i strat pokaze czas.

A dla autora tego blogu - wielkie brawa za pomyslowosc, fantazje i lotnosc stylu. Panska rzeczywistosc jest dlatego inna, bo umie ja Pan ubrac w szatki i szmatki wyobrazni i poczucia humoru. Obysmy wszyscy umieli sobie tak radzic z szarzyzna zycia!
Doradzalabym znalezienie wydawcy
w Polsce na ten bardzo dobry literacko tekst.

Pozdrowienia

Pani starsza

TataOliwki pisze...

Spąsowiałem:)

A "Pani starszej" uścisk serdeczny zasyłam natury specjalnej:)

Serdeczności!

Anonimowy pisze...

Z wzajemnoscia. Zdrowia i szczescia.

Pani Starsza

Anonimowy pisze...

Takie same historie dotyczą życia w tzw Polsce B.

Według prasy, Polacy "B-kategorii" w kącie, na styropianie śpią i drabiną się przykrywają zajadając się kiełbasą zwyczajną kupioną po pracy w Biedronce...