Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

poniedziałek, 9 lutego 2009

Dźwięki na dobrą noc




W naszej kuchni muzycznych niespodzianek kolejny męsko-damski kolektyw. Pani nazywa się Inara Georg („Bird”), pan zaś to Greg Kurstin („Bee”). Jako duet zwą się – i tu zaskoczenia być nie powinno – „The Bird and the Bee”. Całe popołudnie zasłuchuję się dzisiaj ich najnowszym albumem „Ray Guns Are Not Just the Future”. Na pierwszy rzut ucha niby pop, a jednak nie tylko. Trochę tu jazzu, trochę folku, trochę rocka. Wszystko ładnie przyprawione i elegancko podane. Ot , choćby taka pieśń, jak ta.„Polite Dance Song”. Smacznego!

Brak komentarzy: