Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 3 lutego 2009

Dźwięki na dobrą noc



Ostatnimi czasy coraz bardziej ciągnie mnie na północ Europy (czyżby to zimowa aura w mieście Londyn sprawiła?) Właśnie odkrywam Skandynawię. Z radością niekłamaną odkrywam i dzielę się z Szanownym Państwem. Dziś moja rówieśniczka ze Szwecji – Frida Hyvonen. Do tej pory pani Frida wydała trzy albumy. Obecnie zasłuchuję się w tym pierwszym – „Until Death Comes”. Owemu zasłuchaniu towarzyszy również radosna wieść: w czwartek pędzimy wespół z małżonką osobistą na koncert pani Fridy:) Tak się bowiem szczęśliwie złożyło, że sympatyczna Szwedka do Londynu na jeden występ przyjeżdża. Bilety tanie jak barszczyk czerwony więc grzechem byłoby nie skorzystać. No to skorzystaliśmy. „I driver my friend” ze wspomnianej tu debiutanckiej płyty. Rok 2005. Smacznego!

Brak komentarzy: