Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 6 lutego 2009

Motyla noga

Lektor (w telewizorze): 10:0 dla Gwardii. A oto streszczenie poprzednich odcinków. Porucznik MO – Lech Ryś sprawuje społecznie dyskretną opiekę nad gromadką urwisów, sprowadzając ich na dobrą drogę. Dzięki trafnym poradom, zyskuje u urwisów przydomek Wujek Dobra Rada. Oto nowy orzech dla porucznika – Tomek używa brzydkich wyrazów. Kolejny odcinek nosi tytuł „Motyla noga Tomka Mazura”.

Tomek: Ale nasypało, motyla noga! Już od kwadransa nie ma autobusu! Kurcze pióro!

Dziewczynka: Nie do wiary! Jak można się tak brzydko wyrażać?!

Tomek: A co mam mówić?! Jak mi nogi zmarzły... Motyla noga...

Wujek: No cóż! Widzicie, klimat był raczej zawsze przeciwko nam, no ale to jeszcze nie powód, aby mówić brzydkie wyrazy, prawda?

Chłopiec: Właśnie! My to też mu tłumaczymy.

Wujek: Dam wam dobrą radę: kiedy następnym razem znów wyłączą wam ciepłą wodę, przestaną grzać kaloryfery, albo stanie komunikacja i wasz kolega znów zacznie mówić brzydkie wyrazy, wiecie co zróbcie wtedy?

Dzieci: Cooo?

Wujek: Udawajcie, że nie słyszycie, co do was mówi. Że nic nie słyszycie.

Dzieci: Huraaaa!

Dziewczynka: To jest wspaniała rada!

Chłopiec: Pycha!

Chłopiec II: Wyobrażam sobie jego minę!

Dziewczynka: Świetna rada Wujku. Bardzo dobra rada!

***
Niestety w życiu nie zawsze jest tak, jak w „Misiu” (Wujów Dobrych Rad jak na lekarstwo). Dziś opowieść o brzydkich wyrazach.

Dwa kroki od mojej szkoły jest włoska knajpeczka, w której pracują przesympatyczne Polki. Przez wiele tygodni wstępowałem tam każdego dnia powszedniego, by przed ciężką nauką, wzmocnić się wyborną kawą. Właściciel knajpki, pan Włoch, sprawił jednak, że lokal ów omijam już szerokim łukiem (no może nie aż tak szerokim, bo w szybkę stukam i do dziewcząt nadal macham...).

A było to tak. W oczekiwaniu na kawę umilam sobie czas tradycyjną pogawędką z rodaczkami. Nagle odzywa się pan Włoch. Łamaną polszczyzną mówi o tak właśnie: „Matka Boska pierdolona”. Pan Włoch w śmiech, TataOliwki w krzyk (niestety rady Wuja Dobrej Rady, co to radził, by udać, że się nic nie słyszy, w życie wprowadzić nie umiałem). Uniesionym głosem mówię swą szkolną angielszczyzną, że to w ogóle nie jest śmieszne, że to chamskie, obraźliwe, niekulturalne i żałosne. Kiedy pytam, dlaczego tak mówi, odpowiada (również łamaną polszczyzną): „kurwa”. Ręce opadają mi kompletnie. Pan Włoch śmieje się w najlepsze. I dodaje: „wszyscy Polacy tak mówią”. „Nie wszyscy!” – cedzę przez zęby. Moje dalsze próby wytłumaczenia sensu i znaczenia słów, których przed chwilą użył, pan Włoch kwituje kolejną „kurwą”. O żesz Ty!

Sympatyczne Polki patrzą na mnie ze zdziwieniem. Tłumaczą, że każdego dnia wysłuchują tu od polskich klientów takiego właśnie słownictwa. Polskojęzyczni konsumenci uczą pana Włocha i się cieszą. Pan Włoch również cieszy się ogromnie...

Rozbawionego pana Włocha informuję, że już więcej nic tu nie kupię, po czym opuszczam lokal gastronomiczny (krokiem, jak się zdaje, iście rycerskim; polskim, dostojnym...). Nie będę przecież zostawiał swoich pieniędzy chamowi (pamiętam co pan Majster Jasiowi mówił: „chamstwu i drobnomieszczaństwu należy się przeciwstawić siłom i godnościom osobistom”)!

O tej „przygodzie” rozmawiamy w szkole. Dlaczego aż tak wielu ludzi poznając obcokrajowca nie tylko chce się nauczyć wulgaryzmów w jego języku, ale także owego obcokrajowca chce nauczyć rzucania mięsiwem w swojej ojczystej mowie? Język polski oferuje całą gamę „brzydkich wyrazów” (z których TataOliwki korzysta – powiedzmy to otwarcie – często, chwilami: za często; nie rzucam jednak „motylimi nogami” w autobusach czy włoskich kafejkach, nie uczę również tego słownictwa mojego sympatycznego koleżeństwa w szkole, bo i po co?). Na co mi „motyle nogi” w języku hiszpańskim, włoskim tudzież koreańskim? Jaki sens jest uczenia się tylko takich słów, w dupie mając naukę całej reszty?

Po szkolnej dyskusji (w której uczestniczyli: Hiszpanka, Włoszka, Kolumbijczyk, Koreańczyk, Polak i Anglik – nauczyciel) zgodnie stwierdziliśmy: nie wiemy dlaczego tak się dzieje. Dlaczego ludzie wpychają sobie do głów egzotycznie brzmiące „motyle nogi” i nic po za tym. Znaczy się międzynarodowy konsensus osiągnęliśmy. Co na to Wuj Dobra Rada?

***
Po ogłoszeniu oficjalnego bojkotu knajpki pana Włocha odkryłem nowe, kawowe źródełko. Okazało się, że zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się prawdziwe kawowe królestwo! W życiu nie piłem lepszej kawy. Słowo! Kubek wybornej, świeżo mielonej (sprzedają ziarna na miejscu) kawy kosztuje 1 funta. Nie dość, że najtańsza to i najlepsza kawa w mieście Londyn! Znaczy się nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszyło... I tej wersji się trzymajmy!

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Musze przyznac sie do dziwolaga: uzywanie niecenzuralnego slownictwa wychodzi mi - i to nawet niezle - tylko i wylacznie po angielsku. Za nic nie potrafie po polsku...

Pozdrowienia,

Agata

zoska na wygnaniu pisze...

He, He temat na czasie. U pierwszego Prześwietnego w pracy odbyła się podobna dyskusja. pP zapytał- ludzie czemu wy nie chcecie się nauczyć po polsku- kocham ( tu się lekko zaniepokoiłam ), lubię , dziękuje, czy nieszczęsnego - stół z powyłamywanymi nogami. Nikt nie potrafił odpowiedzieć. Za to gamę motyli mają opanowaną do perfekcji.
I opowiada mi to pP w drodze do sklepu, wchodzimy i co słyszmy między półkami? -lecą wszystkie te słowa i jeszcze więcej z ust naszych Ziomali?
Ręce opadają.

Magda pisze...

Motyla noga, jaki cham z tego Wlocha! Dobrze TataOliwki zrobil nie dorabiajac go wiecej.

Ja ucze mojego lubego (made in England) pieknej polszczyzny, zadnych motyli nie przerabiamy. Najlepiej wychodzi mu: pierogi, dziekuje i polski 'kleb' co ma dwa znaczenia sklep i chleb =)

akustyk pisze...

hmm... no to w kraju deszczu, pieknych krow i wszechobecnego koloru pomaranczowego jakos szczesliwie sie obywa bez takich przypadkow. w Leiden, kilka metrow od mojej pracy, jest punkt w kebabem, do ktorego pewnego dzionka z malzonka i corka Bulka osobista zaszlismy na "Brodje donner". pan z naszej wymiany zdan wywnioskowal polskosc i zapytal: "bulka?" po czym jeszcze "kurciak czy krowa?" a na moje "dziekuje" odparl calkiem ladnym "prosie".

natomiast z lapsusow jezykowych czesto mi sie zdarza slyszec "zdrastwujte" z rozbrajajacym usmiechem ;) usmiecham sie rownie rozbrajajaco i nie dokonuje sprostowania... :)


choleryczny kraj widac macie. i nie zwalajcie tego na pogode, bo Holandia daje wam przyslowiowy "hard run for the money" ;)

Anonimowy pisze...

Opowieść mojej znajomej: na wakacjach w Grecji, na plaży słyszała jak sprzedawca pączków zachwalał swoje produkty w różnych językach. Wersja polska brzmiała: "Zajeb....e dobre pączki!"
Ktoś go tego nauczył...

TataOliwki pisze...

Agata:
No, faktycznie - dziwoląg ;)

Zosiu:
Ucałuj Ziomali. Może się opamiętają...

Magda:
Czyli można iść do klebu po kleb... Jak miło:)

Akustyk:
Nie dokazuj miły, nie dokazuj ;) Wyspy nie są aż tak choleryczne. Choleryczni są tylko niektórzy mieszkańcy. Niektórzy, podkreślam...

Anonimowy:
Polak potrafi, Polak nauczy każdego, Polak nauczy wszędzie...

Serdecznosći dla Państwa!

Anonimowy pisze...

A ja znam Duńczyka,który mówi "Litwo, Oćyzno moje, Ty jesteś jak zdrowi " .We Francuskiej restauracyjce zaś kiedy rozpoznano w nas Polakow usłyszelismy smacnego, dziekuji i zobrowska ( w sensie trunku). Nie wiedzieli tylko,ze zobrowska smacznie komponuje sie z sokiem jabłkowym :)

TataOliwki pisze...

Anonimowy:

No właśnie, można i tak:) Normalniej i przyjemniej.

Serdeczności!

Ania pisze...

Ha, moja angielska kolezanka od 5 lat na widok Polakow radosnie recytuje "Palenie powoduje raka" zapamietane z napisu na mojej polskiej paczce papierosow. Nie dosc, ze nie wulgarne, to jeszcze jaki ma wymiar dydaktyczny! A gdzie ta kawiarnia z dobra kawa za funta, jesli mozna spytac?