Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 20 lutego 2009

Twardy czwartek


Wczoraj był czwartek, do tego tłusty. Niestety nie wszędzie. U nas na ten przykład czwartek był twardy.

Widomo – ostatni czwartek karnawału jest czwartkiem rozpusty i pączkowego obżarstwa. Udała się więc moja szefowa do polskiego sklepu aby tradycji stało się zadość. Okazało się jednak, że tegoroczne pączki przybyły do miasta Londyn z bardzo daleka (dziwne, bo przecież nad Tamizą z powodzeniem działa kilka polskich piekarni). A skoro z daleka, to i długo w podróży były. No, a jeśli podróż długa, to nie tłuste, a twarde właśnie.

Nie daliśmy się jednak twardym pączkom tak łatwo. Hyc, na chwilę do mikrofalówki i pączek już nie dwutygodniowy, a zaledwie trzydniowy. Pychota! Marmolada pyski nam parzyła, ale na całe szczęście pod ręką było zacne wino więc bąbli na wargach uniknąć się dało.

Tak, to są właśnie te chwile kiedy człowiek chciałby usiąść w jakieś grudziądzkiej cukierni i świeżym, dopiero co z pieca wyjętym, pączkiem się delektować. Cóż, nie można mieć wszystkiego…

A gdyby ktoś zapytał, dlaczego to zachciało mi się pączków z polskiego sklepu nie zaś z angielskiego spieszę donieść, że za oponkami obtaczanymi w cukrze zbytnio nie przepadam. Co ja piszę?! No zwyczajnie tego angielskiego paskudztwa nie znoszę!

***
A pączki to jakoś zawsze kojarzą mi się z uroczą przedwojenną komedią pomyłek „Piętro wyżej”. W jednej kamienicy dwa Pączki sobie żyły. Pączek młody, czyli Eugeniusz Bodo był spikerem radiowym, pączek stary (Hipolit Pączek) był zaś właścicielem owej kamienicy. Oba Pączki za sobą zbytnio nie przepadały, ale jak to w uroczych filmach bywa – tylko do czasu…

***
Na załączonym obrazku Szanowne Państwo może podziwiać twarde pączki z miasta Londyn. Ze świeżymi pączkami z miasta Grudziądz – poza nazwą – nic wspólnego jednak nie mają. A szkoda.

A obrazek wykonany świeżo nabytym aparatem kieszonkowym. Świeżo nabyty aparat kieszonkowy już od soboty przejdzie w ręce małżonki osobistej, która – mam nadzieję – czasami też da staremu popstrykać...

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

witam
a w zachodnim londynie wrecz przeciwnie-paczkow w polskich sklepach bylo az za duzo- swiezutkie i pachnace....w ilosciach przemyslowych!i staly tak..i staly...Polonia chyba zapomniala o tlustym czwartku! teraz dopiero przez kolejne dwa tygodnie amatorzy paczkow beda mieli twarda niespodzianke:D pozdrawiam
aska

Ewelina pisze...

Pocieszam, że w Krakowie też nie takie pyszne jak to w moim rodzinnym mieście na mazowszu...ach, rozmarzyłam się. Ja w sumie też na emigracji tylko takiej mniejszej, bo w granicach kraju;) Pozdrawiam ciepło, bo u nas śniegu po pachy i wciąż pada, a żeby było ciekawiej to szczyt NATO nam dorzucili i oprócz śniegu, tylko Panów w żółtych kamizelkach za oknem można podziwiać...

YaaL pisze...

Mi tam się nie chciało do polskiego sklepu jechać, bardzo porządnego pączka (z dżemem malinowym) kupiłam sobie w najbliższym Waitrose...

Anonimowy pisze...

Czytam od niedawna Twojego bloga i wciągnął mnie musze powiedzieć:-) chetnie zaglądam i z przyjemnoscia czytam i ogladam:-) Wyróżnienie jak najbardziej zaslużone:-) Gratuluję:-)

Co do pączków to ja wogóle zapomniałam o tłustym czwartku, ale to i lepiej "spalać" nie bede musiala kalorii nie;-) aaaa juz wiem co mialam Ci napisać, że pączki chyba sie smaży nie piecze co nie?;-) ale i tak przypomnialam sobie dzieki Tobie zapach świeżutkich pączków od Biklego mniam:-) Pozdrawiam serdecznie. Sunshine

yvonne pisze...

he,he,he, alez sie obsmialam! TataOliwki, paczki nie wychodza z pieca! zreszta, zapytaj malzonki :)

Ja wczoraj zabiegana bylam, wiec zero paczkow czy nawet oponek w cukrze. Ale za to jutro.... raniutko na Ealing i paczki, chrusciki itp.itd. pozdawiam

Małgośka z Tennessee pisze...

:) oj samemu czas sie zabrac za robienie paczkow, chrustu-faworkow i roz karnawalowych...bo one wszystkie wymagaja garnka z olejem i jednego popoludnia...:)

TataOliwki pisze...

No tak, wyszło szydło z worka. TataOliwki okazał się być pączkowym analfabetą... Jaki piec? No jaki?...

Serdecznosći zasyłam Paniom!

Anonimowy pisze...

pączków sie nie piecze w piecu a smaży w takich wielkich patelniach :) pozdrawiam

Kate pisze...

ja rowniez nie zalapalam sie na Tlusty czwartek, ale raczej wyplynelo to z mojej rozwagi niz zapomnnienia :) ... ilez to czasu potem trzeba by bylo spedzic na silowni by te slodkie kalorie zrzucic :)

A nastepnym razem polecam zakup paczkow w Krispy Kreme ... paluszki lizac :)