Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 15 stycznia 2009

Ciekawość


Wuj Tygrys przybiegł dzisiaj z wyraźnie radosną miną, dzierżąc przy owym uradowaniu ostatni numer „Polityki”.

W gazecie rzecz o „Siekierezadzie” Edwarda Stachury, który – jak pisze Mirosław Pęczak – był człowiekiem drogi. Stachura w owym przemierzaniu dróg, docierał i do naszego rodzinnego Grudziądza. A bywał tu, czyli tam, za sprawą swojego serdecznego przyjaciela, Ryszarda Milczewskiego-Bruno.

W „Polityce” taki oto fragment wspomnień Stachury:

Swoją ciekawość trzeba umieć doskonalić. Jeden jedzie na Majorkę, drugi do Grudziądza, ale nie znaczy to, że swoją ciekawość i ciekawość świata bardziej udoskonali ten pierwszy. Podróż do Grudziądza może być dla tego drugiego o wiele bardziej ciekawa i egzotyczna niż dla tego pierwszego podróż do Santa Cruz de Tenerife. Poza tym jest taka sprawa, że gdziekolwiek by się nie pojechało, spotyka się tam, gdzie się dotarło, przede wszystkim to, co się ze sobą, to znaczy sobą, przywiozło. Jeżeli przywiozło się sobą niewiele – tako niewiele się w drugim końcu świata spotyka. I tu nic nie pomoże.

***
Wstyd przyznać, ale nie mogę załączyć obrazka Grudziądza, bo nie mam. A nie mam, bo dopiero tu, w mieście Londyn, swój pierwszy aparat drogą zakupu nabyłem. A jak już nabyłem, to i zdjęcia zacząłem robić. A jak zdjęć zaczęło przybywać, to – niektórymi z nich – postanowiłem podzielić się z Państwem Szanownym. I tak powstało to, co powstało. Załączam więc obrazek z lotu, bo przecież człowiek musi sobie od czasu do czasu polatać…

6 komentarzy:

zoska na wygnaniu pisze...

Też byłam w Grudziądzu :)))

akustyk pisze...

a jak Wy chcecie ten konkurs na blog roku wygrac, jak w czorta nie pasujecie do jedynej slusznej wizji emigranta? zero zgryzoty, tragedii rodzinnych, biedy, tesknoty za porzucona ojczyzna, niezrozumienia z autochtonami, odejmowania sobie od ust, (za przeproszeniem - corce oczy prosze zaslonic!) prostytucji wymuszonej, ...

tak to sie nie da. widz lubi ogladac to co juz widzial - przez reminiscencje. a widzial juz, w kazdej z polskich gazet, ze w UK to nieszczescia, lzy i bieda. a tu jakies, za przeproszeniem, sikanie pod wiatr sie uprawia... ;)

pozdr od emigrantow z Holandii. tez bynajmniej nie pasujacych do jedynej slusznej wizji polskich gazet :)

Pinio pisze...

Jakies kilka dni temu o Ryszardzie Milczewskim-Bruno z wuj... kuz... no... Tajgierem rozmawialem. Jakby nie patrzec byla okolicznosc nt imienia Bruno pogadac ;)

Idac sladem kolegi z plaskolandu...
pozdr od emigrantow z Niemiec

p.s

Mam podeslac fote grajdolka?


Pinio

TataOliwki pisze...

Zosiu:
No i jak wrażenia? Ułanów wiedziała? :)

Akustyk:
No tak :) Wygrać zatem nie można. Pozdrawiamy odmieńców w odmiennej Holandii

Pinio:
Nie tylko można opogadać przeca! Wsiadaj pan w aeroplan i przybywaj. "Dziecko, jest dzieco. Napić się zawsze można"...

Przysyłaj, przysyłaj

zoska na wygnaniu pisze...

Jeno mury solidne jakby krzyżackie? ale zacnych rycerzy- niet!

Anna pisze...

male pytanko czy na zdjeciu jak mi sie wydaje jest moja ukochana Majorka ?:)