Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 22 stycznia 2009

Krótko: Dziękujemy!



Jak Szanowne Państwo być może zauważyło, wczoraj nie pojawiły się dźwięki na dobrą noc. A nie pojawiły się, bo TataOliwki wespół z Wujem Tygrysem zupełnie niespodziewanie w dzikie wino się byli wplątali (ale za to jak smakowicie się wplątali...).

Dzisiaj jednak nie o trunkach. Dzisiaj o podziękowaniach. II etap szaleńczego wyścigu pt. „Blog Roku 2008” za nami. Na 1524 blogi zgłoszone w naszej kategorii („Ja i moje życie”) wylądowaliśmy na uroczym miejscu 7! (uroczym, bo przywołującym wspomnienia z licealnych czasów; w klasowym dzienniku widniałem właśnie pod cyferką „7”...). Krótko mówiąc: jesteśmy w Finale!

Dziękuję zatem, w imieniu własnym oraz, rzecz oczywista, małżonki osobistej, panny Oliwy, Matysi, ciotki Oli, wuja Danka i wuja Tygrysa, tym wszystkim, którzy poświęcili złotówkę i groszy dwadzieścia dwa i wysłali sms-a. „Londyn – miasto w Anglii” czuje się zaszczycone i wzruszone też się czuje. No i – jak właśnie doniosło BBC – królowa Elżbieta II również łezkę była uroniła...

Uściski specjalne i jakże przez to serdeczne zasyłam organizatorom ogólnopolskiej akcji pt. „Emigranty też ludzie, głosuj na Oliwkową kompanię!”. Bez Waszej (już Wy dokładnie wiecie, co Wy za „Wy”) pomocy i wsparcia nie dotarlibyśmy tam, gdzie właśnie dotarliśmy... Akwizytorzy z Was pierwszorzędni! Jak wyląduję nad Wisłą, to ja już doskonale wiem, jak Wam wdzięczność swą okażę (tak, wiem, 500 mililitrów to stanowczo za mało...).

Dziękujemy!

Do podziękowań słownych dorzucam jeszcze podziękowania muzyczne (od kilku dni nie mogę się oderwać od tych dźwięków). Czterech młodych panów (wspólnie zwanych Portico Quartet), również mieszkańców miasta Londyn, nagrało w roku 2007 swoją debiutancką płytę – „Knee-deep in the North Sea”. I z tego właśnie krążka utwór „Cittagazze”. Smacznego!

1 komentarz:

zoska na wygnaniu pisze...

A bardzo proszę :)