Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 20 stycznia 2009

Duma (bez uprzedzenia)






Jak głoszą polskie słowniki, osoba dumna może być: pewna siebie, mająca poczucie własnej godności; zadowolona z czegoś, mająca dumę, satysfakcję z czegoś. Z drugiej jednak strony, może być również: wyniosła, o wygórowanym mniemaniu, harda, nadęta, wyniosła i pyszałkowata. Nie wiem jak Państwo, ale ja zdecydowanie wolę obcować z tą pierwszą grupą.

Ostatnio po naszym domu spaceruje właśnie przedstawicielka tej pierwszej grupy. Ma (tak na oko) 116 cm wzrostu, ale ostatnie wydarzenia sprawiły, że nieco urosła (tak na oko).

Do klasy panny Oliwki dołączyła właśnie nowa uczennica. Wiktoria jest pięcioletnią Polką, która dopiero co przyjechała do miasta Londyn. Nie mówi nic a nic w języku angielskim, ale dla tutejszych nauczycieli nie stanowi to żadnego problemu, ani tym bardziej nie jest niczym nowym. Krótko mówiąc: nauczycielka, pani Colohan poprosiła Oliwkę oraz Teresę, czyli dwie radosne Słowianki, o pomoc. Występują więc w roli doświadczonych tłumaczy. Oddajmy głos pannie Oliwie: „Ja przecież bardzo dobrze znam angielski. No to mówię Wiktorii to, co mówi miss Colohan i wtedy Wiktoria już rozumie co mówi miss Colahan”. No i panna O. jakby nieco urosła.

Wczoraj urosła jeszcze bardziej, bo oto pani Colahan (dla Oliwy miss Colahan) oddała kolejną – nazwijmy ją umownie – kartkówkę. Tak, w angielskich szkołach już pięcioletnie dzieci mają kartkówki. Raz w tygodniu pani (miss) Colahan wkleja do zeszytów karteczki z kolejnymi wyrazami, bo po kilku dniach, przeprowadzić rzeczoną kartkówkę. Literuje na głos słowa, a dzieci, owe usłyszane słowa kaligrafują w swoich kajetach. No i na 10 wypowiedzianych przez panią (miss) Colahan słów, panna Oliwa poprawnie napisała 9 z nich. W nagrodę w kajecie pojawiła się błyszcząca naklejka z napisem „fantastic”. No i panna Oliwka ledwo co mieści się już w drzwiach wejściowych…

Nie ukrywajmy: TataOliwki też dumnym krokiem dom przemierza. Nie daleko przeca pada jabłko od jabłoni…

***
Na załączonym obrazku Szanowne Państwo może delektować się kaligraficznymi umiejętnościami panny Oliwy. W dalszej części kącika obrazów zasadniczo nieruchomych, widzimy zażartą dyskusję pomiędzy córką, a mamą w lokalu gastronomicznym drugiej kategorii. Dyskusja miała miejsce przy kubku gorącej czekolady (gorącą czekoladę widać rozmazaną tu i ówdzie, mamy raczej nie widać; może to i dobrze, bo – jako się rzekło – dyskusja była zażarta…)

***
Spieszę donieść, że w tym jakże szaleńczym wyścigu idzie nam doprawdy pysznie i wybornie! W kategorii, w której startujemy („Ja i moje życie”) zgłoszono aż 1524 blogów! Nasz radosny tandem jest już na... 19 miejscu!!! Do Wielkiego Finału przejdzie po 10 blogów z każdej kategorii, znaczy się jesteśmy już blisko :) Okazało się, że także i emigranty wykluczone z udziału w głosowaniu, zmobilizowały swoich ziomków w kraju nad Wisłą, i sms-y płyną i płyną. My zaś rozpływamy się z radości i przede wszystkim – wdzięczności...

4 komentarze:

Pinio pisze...

Wyglada na to ze kazdy ma swoja pania (miss) Colahan. My mamy np ja w postaci pani (frau) Müller. Jak pani-frau Müller cos powie... jasnosci nastaje, glosy anielskie slychac, slowo cialem sie staje i takie tam inne cuda sie dzieja.

I jeszcze jedno... "Nie daleko przeca pada jabłko od jabłoni… " A co mama na to? Ze niby mama nie moze byc jablonka? he? ;) Oj ojciec ty narcyzie jeden! hue hue!


p.s

GRATULACJE dla Oliwki za fantasyczne wyniki i pomoc nowej kolezance.

p.s p.s
btw to jak czytalem o pani miss Colahan przypomial mi sie inspektor (dirty) Harry Callahan... mam nadzieje ze pani miss Colahan jest milsza od pana mistera Callahana


Pinio

zoska na wygnaniu pisze...

Widzę ,że u Oliwki wyniki jak u mojego Młodego :)))Radzą sobie te nasze dzieciaki w anglikańskiej szkole :)))

stokrotka pisze...

no to nie byle co , wcale Oliwi się nie dziwię że jest dumna . :D

TataOliwki pisze...

Pinio:
Na całe szczęście pani Colahan ulepiona jest z innej gliny niż pan Callahan. To filigranowa, niespełna trzydziestoletnia blondynka z bardzo ładnym uśmiechem...

Zosiu:
No radzą, radzą. Rodzice sobie radzili, to i dzieci sobie poradzą :)

Stokrotko:
No tak, to nie byle co... Powód do dumy jest pierszorzędny :)

Serdeczności dla Państwa!