Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 6 stycznia 2009

Piekarzem być









O chlebie nowy, świeży, pachnący
W bochnie spękanym, symbolu pokoju.
Ty, co Cię ziemi rękami drżącymi
Odebrał chłop polski, w trudzie i znoju.


Tyle Pan Poeta. Do pracy więc, do pracy!

Wielce szanowny Marek nauczył nas piec chleb. Marka zaś tej jakże radosnej, a nade wszystko – bardzo prostej sztuki, nauczył Marcin. U kogo piekarskie nauki pobierał zaś Marcin, tego nie pamiętają nawet i najstarsi górale.

Powiem krótko: bez pomocy panny Oliwy chleba by nie było. A tak jest. Pyszny, pachnący i jakże naturalny. Mąka pszenno-razowa, woda, pestki słonecznika, pestki dyni, olej. Acha, no i jeszcze zakwas. Sześć składników. Tylko tyle. Potem do pieca na minut sześćdziesiąt i chleb jak malowany.

No i ile radości mieliśmy my, piekarze amatorzy. Panna Oliwa i TataOliwki zamówienia na pieczywo już przyjmują. Spokojnie, bez paniki. Dla każdego wystarczy.

A czy chleb, aby smaczny? Ostatni obrazek z Ciotką Olą w roli głównej niechaj będzie odpowiedzią na tak postawione pytanie.

No to oddajmy jeszcze głos Pani Poetce:

Wstań, o dziecię! Idź na pole,
Gdzie pot ludu wsiąka w rolę,
Gdzie pod jasnym naszym niebem
Kłosy brzęczą żytnim chlebem....


***
No to jeszcze coś z zupełnie innej beczki. Wczoraj, porą zasadniczo wieczorową, wysiadł nam piec. Było więc kąpanie sztafetowe. Pierwsze zagotowanie wody i panna Oliwa na start. Zaraz potem, mała dolewka i żona osobista – hyc w wanience. TataOliwki pluskał się ostatni (wiadomo, ostatni zawsze czysty i gładki...). W kwadransik rodzina cała wyszorowana i to w niewielkiej ilości wody. Ot, znaczy się my wielce ekologiczni.

Brak komentarzy: