Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 27 stycznia 2009

Dźwięki na dobrą noc



Nic tak nie umila pracy, jak dobra muzyka (dżin z tonikiem również zasadniczo nie przeszkadza...). Nie inaczej było w naszej fabryce pierogów. Wuj Tygrys ku swej nieskrywanej radości drogą zakupu nabył właśnie album zespołu Tonton Macoute. Ta brytyjska grupa w roku 1971 nagrała swój debiutancki i zarazem jedyny album zatytułowany również „Tonton Macoute”. Progresywny rock na jazzową nutę. Pychota! Obrazków ruchomych niestety nie ma, bo zespół praktycznie nieznany. Są za to dźwięki. I to jakie! Szanowne Państwo dźwięk podkręca, oczy zamyka i płynie, płynie, płynie… Kompozycja „Just Like Stone”. Smacznego!

Brak komentarzy: