Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 29 stycznia 2009

Głupia sprawa



Reklam ciąg dalszy. Niestety.

PETA (People for the Ethical Treatment of Animals, czyli po naszemu „Ludzie na rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt”) – to jedna z największych międzynarodowych organizacji walczących o prawa zwierząt. Organizacja znana mi doskonale, chociażby stąd, że kilkanaście lat temu biegałem z koleżeństwem po ukochanym Grudziądzu z kubełkiem kleju i rozwieszałem plakaty z urody cudnej modelkami, które głosiły, że „Wolą chodzić nago niż nosić futra”. Wielka antyfutrzarska akcja PETA, trwa po dziś dzień; zmieniają się tylko roznegliżowane panie. Nie o futrach jednak dzisiejsza opowieść.

W jednej z darmowych gazetek rozdawanych w londyńskim metrze, przeczytałem wczoraj o najnowszej reklamie rzeczonej organizacji. „Badania dowodzą, że wegetarianie mają lepsze życie seksualne” – oto slogan, który towarzyszy reklamówce mającej zachęcić do wegetarianizmu.

Dziewczęta piękne i ponętne wiją się na ekranie, oj wiją. Po jaką cholerę pieszczą one przy tym brokuły, seler naciowy, o dyni nie wspominając? Pojęcia większego nie mam. Krótko mówiąc: ten filmik jest nie tylko skrajnie seksistowski, ale jest też skrajnie głupi.

Wegetarianinem jestem od lat 16. Na życie płciowe nie narzekam, dziękuję. Nie zaglądam innym do łóżek, i rad byłbym wielce, gdyby i do mojego nikt nieproszony nosa nie wtykał. Małżonka osobista mięsa również nie konsumuje. Wypada mi mieć nadzieję, że i jej życie seksualne do nienajgorszych się zalicza (o, optymista!). Nigdy jednak nie powiedziałbym, że moja (czyli nasza) seksualna ekwilibrystyka (no, no, no) lepszą jest od innych. Bo i z jakiej racji podobne sądy miałbym wypowiadać?

Wegetarianizm jest dla mnie sposobem na życie, który sam, świadomie wybrałem. Nie jest jednak, Bogu dzięki, żadną chorą ideologią, która nakazuje mi dzielić ludzi na lepszych i gorszych (dobrzy wegetarianie i źli mięsożercy). Mówienie więc, że ci co mięsa nie jadają są lepszymi kochankami od tych, co jadają jest dla mnie kwintesencją idiotyzmu i przejawem umysłowego upośledzenia.

Śmieszą mnie czasem nawiedzeni ludzie, co to wczoraj zajadali się wieprzowym klopsem, a dziś z zaciśniętymi pięściami w imię – a jakże by inaczej! – miłości do naszych mniejszych braci, wygrażają tym, co mięso jedzą. Z wegetarianizmem, według mnie, nie ma to nic wspólnego. Doprawdy trzeba być troglodytą, by dyskryminować kogoś ze względu na to, co ma na talerzu.

Wyznając taką popapraną ideologię musiałbym zerwać przyjacielskie stosunki z całą masą bliskich mi ludzi. „Wuju Tygrysie, od dziś możesz mi się na ulicy nie kłaniać! Jesz bowiem mięso, morderco i krwiopijco! Żegnam Cię ozięble!” – z którego piętra musiałbym wyrżnąć w kostkę brukową, by myśl podobną wyartykułować?

Wracając jednak do reklamy. A w zasadzie – antyreklamy. Jak dla mnie, to iście krecia robota. Niepotrzebna i wielce szkodliwa. No bo, załóżmy, jeśli jakiś dżentelmen mięso jeść przestanie skuszony „naukowymi badaniami” sugerującymi, że zajadając marchew i seler naciowy stanie się seksualnym bożyszczem pań (tudzież panów), oznacza to, ni mniej ni więcej, że podczas oglądania tego trzydziestosekundowego filmiku, korzystał nie z mózgu, a narządu zgoła innego. Nigdy nie wpadłbym na pomysł, aby wegetarianizm łączyć z seksistowskim przesłaniem. A tu, proszę, niespodzianka!

No to jeszcze słówko o „naukowych badaniach” odnośnie mięsa niejedzenia. TataOliwki jest idealnym, wręcz wzorcowym, zaprzeczeniem tezy, że wegetarianie to ludzie szczupli i wysportowani. Ha ha ha – oto moja wiążąca odpowiedź.

Kilka lat temu wyczytałem też w „Wegetariańskim Świecie” (ot, takie nasze sekciarskie pismo) wywiad z pewną panią doktor. Pani doktor raczyła oznajmić, że tzw. wiatry wydobywające się z wegetariańskich organizmów w zasadzie są bezwonne. Oczywiście. Zapraszam więc panią doktor do naszego wegetariańskiego domu w mieście Londyn. Fiołki, jaśmin tudzież inne bratki. Innych zapachów w toalecie pani nie uświadczysz! Wdech i wydech. Wdech i wydech...

3 komentarze:

Salice pisze...

A wg mnie PETA chciala (teroretycznie) dotrzec po prostu do innego odbiorcy (niz zwykle) ta reklama. Mimo iz mnie osobiscie reklamowka wcale sie nie podoba (bo personally dla mnie, przy podejmnowaniu decycji o (nie)byciu wege, znaczenie x-rzedne mialaby jakos sex-zycia) to wcale nie uwazam jej za wybitnie sexistowka; ot proba przekonania kogos o jeszcze innych zaletach tej diety oraz sugestia, ze w "zdrowszym ciele", nie tylko "zdrowy duch", ale moze tazke ze zdrowym cialem mozna pofiglowac. Ja widze innych problem, czy kwestie (moze nie problem). Czy to rzeczywiscie tak fajnie, ze ktos przechodzi na wegetarianizm, zachecony opcja ciekawszego sex-zycia, czy nie lepiej zeby pomyslac co to NAPRAWDE znaczy i zeby jego decyzja wynikala z potrzeb/uzycia rozumu i woli bycia lepszym dla innych istot.... A moze dla niezjedzonych zwierzat jest i tak lepiej, ze nie zostaly zjedzone... a znaczenie drugorzedne ma fakt, ze zostaly niezjedzone przez kogos, kto liczyl po prostu na lepszy sex... :) (To tyle w skrocie i znad pracy; watek ciekawy, pociagne potem u siebie, o czym nie omieszkam powiadomic).

TataOliwki pisze...

Uparty jam jak osioł więc przy swoim zostaję: głupia ta "reklama" wyjątkowo jest i basta ;)

Serdeczności zasyłam!

mj pisze...

przepraszam,ale nie rozumiem twojego oburzenia ta reklama.nie dzielisz ludzi na dobrych wege i zlych miesozercow,ale podzielilbys na zasadzie"bo ja zostalem wegetarianinem w lepszy sposob niz ty,nie pod wplywem glupiej reklamy".
z mojego punktu widzenia-takze wegetarianki- istotne jest to,ze mniej zwierzat zostanie zabitych,zjedzonych a nie czyjekolwiek "swiadome wybory"....
reklama jest wiec wg mnie dobra,jesli choc jedna osoba przeszla dzieki niej na wege strone...
pozdrawiam
magda