Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 28 stycznia 2009

Nie śniło się filozofom...


Nieskromnie, acz szczerze, przyznam: wyobraźnię mam wielką. Mogę na ten przykład wyobrazić sobie premiera Tuska i prezydenta Kaczyńskiego na wspólnych wczasach pod gruszą. Mogę sobie wyobrazić także i ojca dyrektora modlącego się w synagodze. Nie mogę jednak wyobrazić sobie niektórych znanych mi ludzi występujących w reklamach.

I tu następuje korekta poczynionego na wstępie wyznania: wydawało mi się, że wyobraźnię mam wielką. Oj, wydawało. Rację miał bowiem poeta: Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się filozofom.

Od ponad tygodnia mijam codziennie Ojca Chrzestnego Punku, który spoziera na mnie z kolorowego plakatu. Iggy Pop reklamuje samochodowe ubezpieczenia. Co tu dużo mówić: pora umierać...

***
Od kilku dni trwa III etap konkursu po tytułem „Blog Roku 2008”. Dzięki Szanownemu Państwu, które zmysły postradało i sms-y w znacznej liczbie posłało, „Londyn - miasto w Anglii” dalej się ściga. Ale ściga się – jak sądzę (jak mam nadzieję?) – z zachowaniem zdrowego rozsądku. W czym rzecz?

Otóż w III etapie – obok oceny Jurorów – trwa jednoczesna rywalizacja o tytuł „Blog Blogerów”. Jak sama nazwa wskazuje, w tej dyscyplinie najlepszego bloga wybierają sami blogerzy. A guzik! Nazwa bowiem błędnie wskazuje! Logika swoje, życie swoje (a bo to po raz pierwszy?). Wybierają więc ponownie szczęśliwi posiadacze telefonów osobistych z numerami zarejestrowanymi u polskich operatorów… Nie rozumiem, nie zgadzam się i na znak protestu tupię głośno nóżką!

Doprawdy niezręcznie mi ponownie zachęcać Państwa do sms-ów wysyłania. Więc nie zachęcam i nie zamieszczam numeru telefonu, pod który krótkie wiadomości tekstowe słać należy (rzecz jasna, kto chce, to i tak wyśle – cel szlachetny, a i ja przeca smutny z tego powodu nie będę...).

***
Skoro już wylądowaliśmy („śmy”, bo o pannie Oliwie zapomnieć nie tylko nie przystoi, ale i przecież zapomnieć nie sposób) w rzeczonym konkursie, przejrzałem co tam słychać u blogowej „konkurencji”. Boże! Widzisz, a nie Grzmisz! – oto najkrótsze podsumowanie tego, co wyczytałem tu i ówdzie. Blogowe szranki trwają jednak nadal, więc jak na szlachetnego rycerza przystało (białogłowy piszczą, mdleją, warkocze zrywają...) rumaka nie dosiadam, przyłbicy nie opuszczam, miecza nie dobywam. Jeszcze....

Pomijając więc zawartość tak zwaną merytoryczną (Nie rozumiem skąd tyle jadu w blogowej braci? Prym wiodą – tu chyba tajemnicy żadnej nie zdradzę – niektórzy „polityczni”. Ile tu obrażania, poniżania i ośmieszania drugiego człowieka. Często miast siły argumentów – argument siły. Piorą więc się po pyskach, a i obserwatorzy tych zapasów bierni nie pozostają. Zuchy!) słówko wtrącę jeszcze o reklamach.

„Londyn - miasto w Anglii” założyłem na „blogspocie” właśnie dlatego, aby nikt bez mojej zgody i wiedzy nie wrzucał tu żadnych reklam. Niestety nie wszyscy mają to szczęście i komfort. Jasna cholera mnie bierze, gdy chcę coś poczytać, a tu mi po ekranie zasuwa ruchoma reklama. A zasuwa tak, że za nic nie mogę kliknąć w krzyżyk, co by się paskudztwa pozbyć! Niechciana reklama śmiga, ja śmigam myszą i na owym śmiganiu czas nam upływa. Czy może być coś przyjemniejszego?...

Albo dla tak zwanej równowagi pojawia się reklama nieruchoma. Na ten przykład nieruchoma reklama buły z sałatą i wieprzowym klopsem. Tak, rad byłbym wielce, gdyby buła ze świńskim klopsem pojawiła mi się obok baneru „wegedzieciak.pl”. Na szczęście ten problem mnie nie dotyczy i sam mogę decydować co się tu pojawia, a co nie. I niech tak zostanie. I niech na dzisiaj już wystarczy.

***
Na załączonym obrazku: z obrazka patrzy pan Iggy, ludność zaś nie patrzy; ludność pierzcha...

4 komentarze:

takaczapka pisze...

wiem, widzialem iggiego na king's cross... masakra. przynajmniej na scenie sie jeszcze dobrze rusza (to tak na otarcie lez). a na dokladke, jimmy rotten z sex pistols reklamuje maslo... http://pl.youtube.com/watch?v=7mSE-Iy_tFY :D


a na reklamy na blogach czy ogolnie w necie to polecam oczywiscie polaczenie wysmienitego firefoxa z dwoma pluginami: Adblock Plus i Adblock FilterSet. reklamy znikaja. na zawsze...

TataOliwki pisze...

Rotten i masełko... Koniec świata!

Dzięki za informację o znikających reklamach. Muszę przekazać dalej :)

Serdeczności!

zoska na wygnaniu pisze...

A na pierogi się spóźniłam :(

TataOliwki pisze...

Zosiu:
Babcia Ania mawiała: Kto późno przychodzi, sam sobie szkodzi...

Proszę pamiętać na przyszłość :)

Kłaniam